Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

April 29 2015

rosewhiffxx
19:06
3251 bbd3 390
Reposted fromdailylife dailylife viaarrependimento arrependimento
rosewhiffxx
19:06
rosewhiffxx
19:06
Ból zanika... Chyba że go karmisz.
— Once upon a time
Reposted frompensieve pensieve viaarrependimento arrependimento
rosewhiffxx
19:06
Nie musimy przecież być z kimś razem, żeby czuć się z nim związanym bardziej niż z kimkolwiek w świecie.
— T. Bernhard
Reposted fromasalluhi asalluhi viaarrependimento arrependimento
rosewhiffxx
19:05
Ale ja nie chcę rozmawiać o bzdurach. Napisz do mnie, bez mówienia “cześć”, opowiedz dlaczego rozzłościłeś się na swoją siostrę dziś rano. Powiedz mi, dlaczego masz bliznę w kształcie Europy na szyi. Wyślij mi felieton o tym, jak spędziłeś swoje wakacje u babci. Zadzwoń, kiedy już prawię śpię i wyjaśnij, dlaczego wierzysz w Boga. Opowiedz mi o tym, jak po raz pierwszy zobaczyłeś swojego płaczącego tatę. I opowiadaj tak godzinami o rzeczach, które dla ciebie może nie są ważne, ale ja, przysięgam, będę wyłapywać każde twoje słowo. Opowiedz mi wszystko. Nie chcę kogoś, kto mówi tylko o pogodzie.
Reposted frompaniwer paniwer viaarrependimento arrependimento
rosewhiffxx
19:05
  Jestem strasznie szczęśliwa, bo mi powiedziałeś, że Ci źle beze mnie.
— Agnieszka Osiecka
Reposted fromIriss Iriss viaarrependimento arrependimento
rosewhiffxx
19:02
Pijemy, bierzemy leki, ćpamy, oglądamy telewizję, zwisamy w internecie, więc boimy się jeszcze bardziej. Chodzimy na terapie, mówić o swoim lęku, próbując go oswoić, chociaż wiemy, że oswojenie go jest niemożliwe - lęk jest jak wściekłe, przyniesione z ulicy zwierzę, rozdrapujące wszystko dookoła.
— Żulczyk
Reposted fromjakubzulczyk jakubzulczyk

April 26 2015

rosewhiffxx
18:46
5729 7ff6 390
Reposted frompoduszkanatwarzy poduszkanatwarzy
06:57
7534 69ec 390

arwwenn:

fruitcrocs:

not even fuckin risking it at this stage

reblogging this again because it fucking works

image
Reposted fromjessiuss jessiuss viapolciak polciak
rosewhiffxx
06:46
Są ludzie którzy bez pożegnania odchodzą i Ci co bez zapowiedzi wracają.
rosewhiffxx
06:31
9344 e628 390
Reposted fromstolpstein stolpstein viagruby gruby

April 21 2015

rosewhiffxx
12:08
6864 66fb 390
wywiad z Eldo w "PANI" .. ciekawe Gdański.
Reposted fromglupiages glupiages viahardbitch hardbitch

April 17 2015

rosewhiffxx
18:48
<Jezus> mój kraj taki piękny 
<Jezus> za 20PLN nic nie załatwisz, ale za 0,5l wszystko
http://bash.org.pl/
Reposted fromwrong-suspect wrong-suspect
rosewhiffxx
18:47

cześć.

żadne zdjęcie ni obrazek nie będzie tu pasował, więc wstawiam to, bo nie mam co. nie wiem po co to, chyba już po prostu nie mogę, po prostu już chyba nie umiem sobie z tym radzić, więc w taki sposób umieram. obiecałam sobie miesiąc i dwa dni temu, że nie umrę, że poradzę sobie bez tego wszystkiego. byliśmy wyjątkowi, wiecznie ponad wszystko, ponad przyjaźń, miłość, ponad życie i ponad śmierć, ponad wszystko, zawsze, ponad wszystko. zgubiłam się w tym nieraz, nie dwa razy, gubiłam się codziennie, odnajdywałam w Tobie i gdy wychodziłeś, znowu się gubiłam, ale potem wracałeś i przytulałeś mnie, i znowu miałam wszystko, i znowu... znowu nie chciałam być martwa, nie chciałam wcale nigdzie odchodzić, chciałam się uśmiechać i gotować obiady codziennie, sprzątać i żyć normalnie, jakkolwiek źle to brzmi. wszystko sprowadzało się do czekania na Ciebie, dzień, dwa, czasem trzy, aż w końcu w drzwiach pojawiałeś się Ty i nagle chciałam być najlepsza. małe przypomnienie, że mam po co żyć, jak w nocy opowiadałeś mi o tym wszystkim, o wszystkim. małe przypomnienie po co żyć, jak mówiłeś 'pasujesz do mnei, chociaż nie pasujesz do niczego'. małe przypomnienie po co żyć jak wstając rano bez Ciebie słuchałam Ciebie z tęsknoty za Twoim głosem. przerażająca chęć bycia obok choćby się wszystko zawaliło prosto na mnie. bycia obok mimo siedzenia cicho przy kolacji, mimo tego, że czasem po prostu nie mówiłeś nic. nie mówiłeś nic, a potem rzucałes niekontrolowany potok słów w moją stronę i znowu miałam ochotę oszaleć. 'TO NIE TAK, ŻE PRÓBUJĘ GDZIEŚ UCIEC, A NAWET JEŚLI TO MOŻESZ BYĆ PEWNA, ŻE WRÓCĘ'. to wszystko tak mocno wbiłam sobie w głowę. tak wiele mieliśmy wspólnego, dochodziliśmy do wspólnych wniosków, nasze życie było nieustającym chaosem, a potem po tych wszystkich przygodach siadaliśmy w pokoju, zapalaliśmy moją cudowną białą lampkę i piliśmy herbatę, i przez chwilę oboje byliśmy spokojni. tak naprawdę wszystko sprowadzało się do tego, że uwielbiałam być powodem Twojego uśmiechu, bo wszystko to, co robiłam, było po to, żeby się uśmeichnął chociaż na chwilę. kochałam wiedzieć, że się cieszysz. kochałam być jedyną osobą, z ktorej zdaniem się liczyłeś, kochałam być. (i can't stop crying). wielokrotnie uspokajałeś mnie jedynie przytulaniem i to było wszystko, absolutnie wszystko czego potrzebowałam. czasem się razem uczyliśmy, czasem się wygłupialiśmy, czasem razem myliśmy zęby, czasem razem sprżataliśmy, czasem chodzilismy do tesco, czasem karmiliśmy razem żabki, czasem chodziliśmy na miasto, czasem oglądaliśmy filmy, czasem seriale, czasem zdjęcia, wspominaliśmy, ścigaliśmy się po schodach, krzyczeliśmy w windzie, 'ale w taką pogodę balonem?'. czasem jedliśmy niezdrowe rzeczy, a czasem zdrowe, ale jedliśmy dużo oboje zawsze, no dobra, ty znacznie więcej. ale robiliśmy dla siebie różne przysmaki i małe prezenty w postaci naklejek. i raz nawet zmyłeś mi makijaż i raz przeniosłes lustro z łazienki do pokoju, żeby mi się lepiej malowało oczy. razem smuciliśmy się i cieszyliśmy z byle czego, co sprawiało nam radość. razem byliśmy z siebie nawzajem dumni i razem podtrzymywaliśmy się na duchu, kiedy było bardzo źle. razem wszystko, wspomnień jest mnóstwo, wszystko mi to przypomina, nawet blat w kuchni i pusty wieszak w pokoju. nikt nie zrozumie jak bardzo boli ten jeden pusty wieszak na moich drzwiach, w koncu obok mojej kurtki zawsze wisiała Twoja. a na kaloryferze obok mojej piżamki Twoja piżamka. dwie szklanki, dwie miski, dwa talerze, dwa komplety sztućców do posprzątania. dwie pary butów, dwie szczoteczki, wszędzie jest tyle nas. przez to wszystko boję się jutra, boję się, że nie wytrzymam i pęknie mi serce jak kiedyś przez przypadek zobaczę Cię na mieście i będę musiała przejść obok tego wszystkiego obojętnie. a przecież do dziś, gdy czytam Twoje imię i nazwisko na facebooku mam przed oczami to jak ostatni raz trzymałeś mnie za rękę i Twoje oczy.... Twoje łzy, pamiętam Twoje łzy, pamiętam wszystko. wciąż śni mi się to co jakiś czas, gdy w środku dnia zasypiam z wycieńczenia, bo już nie mogę o tym nie myśleć. zasypiam i wręcz czuję jak palą mnie ramiona. tak w sumie strasznie dziwne uczucie, najgorsze narwobóle jakie miałam w życiu - palące ramiona, dosłownie płoną dzień w dzień. chłodne i okłady i trochę muzyki. trudno zostać samemu w takiej sytuacji. trudno mówić, że jest ok, jest ok, ale codziennie tęsknię za tym wszystkim. czuję się niepełna. jakby ktoś naprawdę ukradł ukradł część mnie (aż chce się napisać WIEM, TO BANAŁ...). mijają noce, dni, nie zatrzymuję się, idę do przodu. zakryłam twój podpis setką cytatów, Boże, jakie to chore, czasem dotykam ściany i lecą mi łzy na samą myśl, że... 'każdy jakieś miejsce ma, każdy lecz nie ja'. czasem czuję, że moje miejsce było tam, gdzie byliśmy my. czułam, że wszystko jest w porządku, kiedy czułam Ciebie obok. jak w Green Way'u szepnąłeś mi do uszka 'lubię Cię'. 'nie zapalam światła, alkohol dławi krzyk'. wiesz, że nauczyłam się spać bez zapalonego światła? wiesz ilu rzeczy się nauczyłam? jak ladnie schudłam? jak ładnie ogarnęłam to wszystko? wiesz jak bardzo byłbyś ze mnie dumny, Towarzyszu?  Towarzyszu na tej małej wojnie. 'I write songs about you all the time/ I bet I don't run through your mind', tak? 'przez tyle lat uczyłam się zapomnienia', a wciąż to jest jedna ze sztuk, króych nie umiem opanować. a może nigdy nie zapomnę. a może nigdy już nie będę lubiła z nikim leżeć na łóżku po ciężkim dniu i rozmawiać o PRL-u. moja mama od tamtego czasu nie zrobiła zupy szparagowej. a ja nie potrafię do końca obejrzeć House'a. przecież oglądaliśmy razem. patrzę na to wszystko tak jakbym wcale tego nie przeżyła, tak mocno zabolały mnie te słowa.  ale zgadnij co się stało? dostałam się na studia! przeglądam dziennik właśnie, właściwie to jest trochę nasz dziennik. i wiesz 'you're a part time lover and a full time friend'. już chyba zawsze. zawsze. zawsze My.

uciekam od tego, będe uciekać już zawsze od chwil, które sprawiły, że byłam szczęśliwa, kiedy było mi miło i ciepło i miałam ochotę mruczeć z zadowolenia niczym moja kotka Niksza. ja mówiłeś 'znowu spychałaś mnie z łóżeczka'. jak po prostu na Ciebie czekałam i chodziłam po domu klaszcząc z zadowolenia. to wszystko i wiele więcej chwil. kłamię, nie uciekam od tego, tylko chciałabym uciec. tymczasem siedzę po uszy w miejscu, w którym to wszystko się zaczęło, kiedy to pierwszy raz dostałam od Ciebie wiadomość na facebooku. siedzę tutaj, obracam się w stanie nietrzeźwości, trochę płaczę, trochę się śmieję, zaczynam luzować, a potem znowu się spinam.... i nie jest już tak samo, nic już nie jest tak samo od kiedy nie dzwonię do Ciebie tylko po to żeby powiedzieć 'dobranoc'. codziennie. 'CHCIAŁABYM BYĆ WESOŁA TAK JAK TY/ ZNOWU BARDZO CIĘ KOCHAĆ/ KĄPAĆ SIĘ W BŁĘKICIE TWOICH ŻYŁ/ PRZEGLĄDAĆ W TWOICH OCZACH'. nikt mi tego nie zabierze, tego szczęścia, że byłeś tutaj obok. najchętniej cofnęłabym czas, cofałabym go w nieskończoność, żeby przezywać to, NAS, przez całe życie, żeby to wszystko było szczęśliwą, nigdy niekończącą się chwilą. SAM PRZYZNAJ - MAMY CO WSPOMINAĆ. możesz przyjść w każdej chwili, pozwolę mojemu sercu żeby pękło, jeżeli będziesz mnie potrzebował. możesz przyjść o każdej porze, każdego dnia. jeśli będzie trzeba wrocę z drugiego konca świata, żeby Cię przytulić. jeżeli będziesz mnie potrzebował. przyjaciele, czyż nie? przyjaciele na zawsze. a może tacy ponad przyjaźnią. ponad wszelkim schematom. kiedy zamykaliśmy się w pokoju, czułam, ze cały świat nie istnieje. i tak pięknie było kiedy otwierałeś okno w trakcie największej ulewy. tak pięknie bylo przytulić się do Ciebie, czuć Ciebie i zapach deszczu. byłam bezpieczna i Ty byłeś bezpieczny. nie zostawię tego, jesteś wszędzie gdzie się nie ruszę, w każdej twarzy widzę Twoją twarz, a może Ty to jedyna osoba, którą codziennie chcę zobaczyć, której najbardziej brakuje. Ty, ja. Ty i ja. Ty i ja, i cała reszta ludzi. tak właśnie było najlepiej. najlepiej było jeść spaghetti na wygodnym fotelu w Twoim mieszkaniu, najlepiej było jeść kalafior ugotowany przez Ciebie, najlepiej było robić Ci tofu burgery i oglądać z Tobą shreka. najlepiej było w nocy sprowadzać Cię do domu i robić Ci kolację. najlepiej było patrzeć jak Ci smakuje. najlepiej było płakać ze szczęścia. ze szczęścia. ze szczęścia. najlepiej jest mieć próbkę Twojego pisma we własnym dzienniku, setki obrazków, Twój kolczyk w uchu. najlepiej jest oglądać zdjęcia ze studniówki i widzieć tam Ciebie jak tańczysz ze mną. i przypominać sobie jak zgasł nam samochód na środku Bułgarskiej. to tylko Ty i ja, Towarzyszu. tylko Ty i ja stworzyliśmy historię ciekawszą niż niejeden  bestseller. tylko ja i Ty, Ty, i ja. nie lubię sie od Ciebie oddzielać nawet przecinkiem.

lecz teraz pora już iść zrobić makijaż i żyć. skończyłam dzisiaj dwadzieścia lat. tylko Ty i ja, ja, i Ty. tylko My jeszcze czasem razem jesteśmy ponad wszystko w mojej głowie. my. ponad wszystko.

— boli.
Reposted fromaviee aviee
rosewhiffxx
18:47

cześć.

właśnie kombinuję i rozpaczam nad kolejnym projektem. cholera, jednak praca przy historii jest trudniejsza niż mi się zdawało, ale przynajmniej mam co robić. nie mam co robić właściwie, ale przynajmniej mogę sobie wmawiać, że mam jakieś obowiązki odnośnie samej siebie i nie czuć się znowu fatalnie we własnym domu. właściwie to już nie wiem co jest dobre a co złe, nie wiem gdzie jest granica, zostałam sama i nie wiem co zrobić ze sobą, kompletnie nie wiem gdzie się podziać, gdzie jest moje miejsce. wydaje mi się, że nigdzie nie pasuje, mam halucynacje, już nawet własne łózko mówi, ze mogło by mieć lepszą właścicielkę. czuję jak pomału umieram z wycienczenia organizmu jak odpalam Title Fight i nagle słyszę dźwięki dokładnie te same, ktore kiedyś wypełniały mój ciemny pokoj w Twojej obecności. i tylko blask komputera lekko obnażał naszą obecność. patrzę na ściany. na uśmiechnięte serduszko od Frocka, kotki od Kamienia, jakieś cytaty, ktore wcale nie pomagają żyć... io rozumiem, że jutro lecę po białą farbę i maluję pokój w cholerę. babciu, jeśli to czytasz, jednak nie przyjadę. ale przyjadę jak pomaluję. może jak pomaluję pokój, będzie mi sie wydawało, ze wracam gdzieś indziej. co za bzdura. kolejna bzdura. i jeszcze jedna. naklad bzdurm proszę Państwa! już nie wiem co jest bzdurą, a co rzeczywistością. co jest moim wymysłem, a co rzeczywistością, nie wiem co jest, co się dzieje, nie wiem, nie chcę wiedzieć. NIE CHCĘ WIEDZIEĆ. kiedyś wiedziałam tak dosadnie o wszystkim, chciałam łapać każdy moment, zapamiętać wszystko, lubiłam mówić ludziom 'PAMIĘTASZ?'. dziś rozumiem, że jestem sentymentalnym gównem i nic już nie chcę pamietać. przecież nikogo nie interesuje moje 'PAMIĘTASZ?'. tyllko ja pamiętam i przyprawia mnie to o ból serca. w porywach boli również brzuch. dziwne. jak to jest, ze wszystko się tak udaje? a ja nikomu nie mowię, że się udaje? jak to jest, że już nie chcę nikomu powiedzieć? jak to jest, że już wiem, że nikogo nie interesuje, że mi się udało? chociaż, FAJNIE WIEDZIEĆ, ZE MI SIĘ UDAŁO, CO? przynajmniej macie mnie z głowy na jakiś czas. PRZYJACIELE, KURWA <3 wiecie dobrze, że wcale nigdy nie chciałam umierać, a wmawiacie mi to na prawie każdym kroku. odchodzę na bok, łapię oddech i wiem, że to dla mojego dobra. przy okazji w myślach sama sobie przybijam piątkę, bo jeszcze nie wybuchłam. w koncu jestem juz na tyle duża, że wybuchanie przy ludziach i rzucanie talerzami w ścianę wyszło z mody. teraz w moje życie wszedł trochę inny rodzaj cierpienia, ale przynajmniej jest ciekawie. nie odnajduję się, nie mam siły na nic. kupuję sobie fajne rzeczy z motywem kości, bo cieszy mnie widok kości. kości, kości, kości. moglibyśmy mieć same kości. same kości są spoko, tłuszcz, skóra, trzewia już miej. małe zasoby narkotyków wcierane na przykład w  żebra i wszyscy chudzi. tańczylibyśmy na starym rynku nie będąc uzależnieni od jedzenia, picia. spania czy wydalania. same kości. zycie byłoby takie proste, jakbym mogła zrzucić z siebie ciężar ciała. ale wcale nie chce umierać. mam już tylko dosć łez i żarcia. mam dość tego przywiązania do pierdołowatych spraw. nie wiem czy umiem jeszcze myśleć racjonalnie. albo dopeiro teraz myślę racjonalnie. każdy mówi coś innego, każdy inaczej rozumie, inaczej mówi, ma inne zdanie. wszyscy jesteśmy inni i w tym wszystkim tak trudno znaleźc samych siebie. PRZYZNAJCIE SIĘ, sami boicie się o siebie, tylko nie mowicie głośno, żeby nie było. ja tez nie mówię. NIE POWIEM NIKOMU, ŻE JESTESMY CIOTAMI, SPOKO :*

mam dla Ciebie cytat. mialam Ci wysłać na papierze kancelaryjnym w kratkę, ale postanowiłam napisać go tutaj, bo i tak Cię chuj obchodzi, a 2,80 zł po ulicy nie chodzi! zaczynam: 'cześć, jestem Twoją pamięcią/ choćbyś się skręcił/ płynę przez Twoje tętno/ ja jestem szrama, blizna, znamię/ ja jestem pamięć./ Dobrze mi się przyjrzyj/ wiesz czyje mam oczy/ wiesz czyj to zapach, oddanie i dotyk./ Wszystkie dni, wszystkie noce/ najchętniej/ wpakowałabym Ci w gardło i czekała, aż zdechniesz.' koniec cyattu.

jest ok, nie jest ok, jest ok, nie jest ok. jesteś, nie ma Cię, masz znaczenie i wcale go nie masz. jesteś i Cię nie ma, masz znaczenie, a potem wcale go nie masz. potem przychodzisz i krzyczymy na siebie, potem wychodzisz i calujesz mnie w czoło. wcale nie ma nas, wcale nie ma Cię, wcale nie umieram. a potem jesteśmy, jesteś i umieram. a potem wymiotuję i drapię się do krwi. potem jeszcze oglądam filmy i wszystko jest dobrze. jeszcze później patrzę w ścianę i rozumiem, że nie mam nic, ze nawet ta ściana prawnie nie należy do mnie. OBIECAŁAM, WIEM. ale obiecałam, potem zasnęłam, a potem zapomniałam. NIEZŁA KPINA TO ZASYPIANIE. moglbyśmy nie mieć oczu, wszyscy robilibyśmy wszystko na wyczucie, nikt by nic nie widział, nic nie miało by żadnego wizualnego znaczenia. i tylko sny, tylko sny, dawały by nam złudne pojęcie o tym co się dzieje. zwariowalibyśmy wszyscy, jeszcze bardziej niż wariujemy dzisiaj! nie wiem i wiem, rozumiem i nie rozumiem, gubię się i znajduję, chcę i nie chcę, lubię i nie lubię. chcę zauważyć i nie chcę. WIDZĘ, ale udaję, że nie. powtarzam po Tobie, nauczyłam sie, chociaż nie chciałam. nauczyłam się obojętności. nauczyłam się mówić 'wszystko jedno'. mieć to wszystko gdzieś, chociaż pęka serce. `wiem, na pewno nie chcę nic`. i wcale nie chce, żeby sprawiedliwy śwait przychodził. nie chcę żebyś tak mocno oberwał. nie chcę zobaczyć, że Ci źle. nie, nie, nie, nie. tylko tego nie róbcie. nie sprawcie, żeby Jemu było źle. to gorsze niż moje własne niepowiedzenie. gorsza jest myśl, że On mógłby płakać i umierać. znowu się przyłapałam na tym, że cierpienie drugiego człowieka, którego kocham jest dwa razy gorsze niż moje. róbcie tak, żeby Jemu było jak najlepiej. żeby dostał fajną pracę z dzieciakami i sam miał fajne dziecko. i żeby wszystko było zawsze w najlepszym porządku. Twoje szczęście. Twój uśmiech. chociaż nie jestem już jego powodem dalej jest najważniejszy.

co tam? w porządku, nie ma mnie. słucham sobie muzyki, nie kończę się, ale też nic się nei zaczyna i niegdzie mnie nie ma, i jeszcze wszędzie. czy w końcu zapytasz: ale jak to?

nie wiemy nigdy co się dzieje, ale to nic. zasypiam przytulona do Ciebie, więc wszystko jest w porządku. co z tego, że spotykam byle kogo i byle kto nie robi na mnie wrażenia.

STARE MIŁOŚCI I NOWE MIŁOŚCI. avril lavigne dodaje mi sił, torchę nie wiem i nie wiem jeszcze więcej.

jest wcześnie a ja już nie wiem.

jest wczesnie.

albo jest późno.

spoko, nie powiem nikomu.

spoko, powiem wszystkim!

przybijam piątkę ze świadomością i z nieświadomością. potem lecę spać i tak cały czas od ponad miesiąca. życia nie ma, wegetacja.

zamalować całe ściany sama, w cholerę z nimi!

avie.

 

 

P.S. CO Z TEGO, ZE WYWALĘ TWÓJ NUMER JAK I TAK ZNAM GO NA PAMIĘĆ? I JEDEN, I DRUGI,

 

— boli2
Reposted fromaviee aviee

April 16 2015

rosewhiffxx
17:59
(...) zaufanie do siebie. To jeden z największych życiowych kapitałów: ufać sobie, dam radę.
- A jak nie?
- Dam.
- A jak nie?
- Dam.
- A jak upadnę?
- To się podniosę.
- A jak się nie podniosę?
- To sobie poleżę
— Jacek Walkiewicz

April 15 2015

12:44
7534 69ec 390

arwwenn:

fruitcrocs:

not even fuckin risking it at this stage

reblogging this again because it fucking works

image
Reposted fromjessiuss jessiuss viaapluzyna apluzyna

April 14 2015

rosewhiffxx
12:56
1202 ded4 390
Reposted frompoduszkanatwarzy poduszkanatwarzy

April 11 2015

rosewhiffxx
20:48

April 10 2015

rosewhiffxx
20:11
5683 b89c 390
Reposted frompoduszkanatwarzy poduszkanatwarzy
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl